Zapraszamy w gościnne progi zamku Lahnstein! Tutaj każdy może zapoznać się ze wspaniałą skarbnica kultury elfickiej, kultury minionej już cywilizacji, narodu ciekawego i tajemniczego, nazywanego też Amayth - (elf. ama-yth - "piękny lud") przez okoliczne plemiona ludzkie. Sami siebie Elfowie nazywali w swoim języku Ess. Odróżniamy kilka plemion Elfów:
Elfowie Leśni. Inaczej nazywani "Niskimi". Były to plemiona, mieszkające w gęstych lasach Elfidy. Tworzyli oni małe wędrujące grupki, które ciągle przemieszczały się z miejsca na miejsce. Byli oni zanurzeni w naturze, poznawali ją cała swoją istotą. Lasy były ich domem. Leśny Elf nie zajmował się ani rzemiosłem ani nie poszukiwał innego trybu życia, czy też nie dążył do władzy. Były to istoty piękne, rozmarzone i ciekawskie wszystkiego, co się działo w ich ojczystych lasach, przezroczystych rzekach i ukwieconych łąkach.
Znana jest historia o elfce leśnej, która nosiła imię Szaia (elf. sza-ia - "pani światła"), która pisała przepiękne wiersze o wspaniałości lasów i łagodności natury. Te wiersze są jak śpiew ptaka, jak radość człowieka wyzwolonego z niewoli, jak promień światła, rozświetlający ciemności. Oto przekład jednego z nich:
Promyk księżyca, co przebija się przez zieleń
i skacze jak zajączek po moich włosach
Mały listek, co spada całą wieczność
i zawsze będzie spadał, wirując w światłości
Ptaszyna mała, co śpiewa od Początków Świata,
pełna miłości jak wietrzyk ten łagodny
Stoję, a wokoło wirują gwiazdy piękne
i drzewa szepczą cicho, spokojnie zasypiając
Przyjaźń ze zwierzętami i drzewami Leśnych Elfów była przysłowiowa. Pogardzani nimi nieraz za ich dziecięcość i naiwność, ale w tej pozornej prostocie kryła się ogromna mądrość. Wiedza Kościoła Elfickiego o naturze została zgromadzona jedynie dzięki leśnym Elfom. Uważa się, że Leśni Elfowie potrafili rozmawiać ze zwierzętami i z drzewami, które się z nimi przyjaźniły. Dlaczego tak się działo? Prawdopodobnie dlatego, że Elfowie Leśni nigdy nie zatraciły bezgranicznego zaufania do mocy natury i do przyjaźni wszystkich żywych istot. Dlatego tez bez obawy zbliżały się do wszystkich i trzeba przyznać, że poza ludźmi (niestety!) nikt nie był w stanie ich skrzywdzić.
Nie oznacza to bynajmniej, że łatwo było to zrobić. Łucznicy Leśnych Elfów znani byli na wszystkich Wyspach ze swojej zręczności i morderczej skuteczności. Gdy chodziło o obronę uciśnionych, czy też o pogwałcenie prawa natury, Leśni Elfowie potrafili być groźnymi przeciwnikami. Nieraz się zdarzało, że całe bandy rabusiów znikały bez śladu w przepastnych elfickich lasach. Zdarzało się też, że całe wyprawy okolicznych władców musiały uciekać, straciwszy większość żołnierzy i nie zobaczywszy ani razu przeciwnika, który jedynie raził ich niechybnymi strzałami zza zielonych gałęzi
Radosne święta były częstym zjawiskiem wśród leśnych Elfów. Świętowano wszystko - zmianę pór roku, kwitnięcie kolejnych kwiatów, lub też ze względu na gościa spoza Lasów Elfidy. Gościnność leśnych Elfów była równie niezwykła jak ich przyjaźń z naturą. Każdy przybysz mógł liczyć na pomoc i poczęstunek.
Leśni Elfowie pozostali w Scholandii najdłużej. Krążą legendy, że obecnie też można spotkać Leśnego Elfa w gęstwinie drzew, jak szybko przemyka, nie chcąc być zauważony. Są to jednak jedynie legendy. Elfowie odeszli do Prawdziwego Zachodu, gdzie żyją beztrosko, nie lękając się żadnego niebezpieczeństwa i śpiewając swoje wspaniałe pieśni, wędrując po lasach.

Niewiele zachowało się broni elfickiej. Związane jest to przede wszystkim z tym, że główna broń Elfów - łuk zawsze był wykonywany z drzewa, z gałęzi niezwykle twardych, ale zawsze martwych, albowiem żaden z Elfów nigdy nie podniósłby siekiery na żywe drzewo. Z biegiem czasu drewno się niszczyło, zatem archeolodzy nie odkryli nic poza szczątkami łuków i wizerunkami Elfów-łuczników (jeden z takich wizerunków został przedstawiony w ekspozycji, poświęconej Leśnym Elfom). Najlepsze - magiczne łuki zostały prawdopodobnie zabrane przez Elfów na wędrówkę na Prawdziwy Zachód.
Innym rodzajem broni, którą używali Elfowie był długi miecz. Najlepiej zachowane miecze były bogato zdobione i być może miały jakieś właściwości magiczne. Miecze wykonywano w elfickich kuźniach. Nad wykonywaniem mieczy nadzór sprawowali mędrcy, którzy troszczyli się o poprawność wszystkich czynności, wykonywanych przez kowali. Niestety, metal, z którego była wykuwana broń pozostaje nadal nieznany. Niektóre miecze miały też szczególna historię, albowiem były przeznaczone też do specjalnych zadań. Wszystkie jednak elfickie miecze mogły być używane jedynie w walce ze złem, dlatego też były bezużyteczne dla wielu ludzkich władców, którzy jednak usiłowali je posiąść ze względu na potęgę, jaką posiadały.
Przedstawiamy jeden z zachowanych mieczy, który nosił miano Raeravain (elf. raer-avain - "duch jednorożca"). Nosiła ten miecz przez kilka stuleci wielka elficka wojowniczka Traithar (elf. tra-ithar - "przyjaciółka wody"). Jej potęga była tak wielka, że potrafiła walczyć sama z całym wojskiem. Była i pozostała na zawsze niepokonana, aż do swojego Odejścia na Prawdziwy Zachód. Wtedy zostawiła swój miecz w Klasztorze Elfidy jako pamiątkę po czasach heroicznych i wspaniałych. Ten miecz pozostał nietknięty aż do czasu wylądowania obecnych mieszkańców Elfidy. Wtedy miecz został z honorami przeniesiony do Muzeum.
Można zadawać sobie pytanie: dlaczego Traithar nie wzięła ze sobą miecz, którym przecież i tak nikt nie mógł władać. W charakterze Elfów było jednak traktować wojne jako przykra konieczność. Nie lubowali się oni w zabijaniu, jak wielu pożałowania godnych członków społeczności ludzkiej i nawet najwięksi wojownicy Elfidy szczęśliwi byli, gdy mogli w końcu odłożyć oręż i odpłynąć do Prawdziwego Zachodu, gdzie nie ma wojen i przemocy. Prezentujemy tutaj najlepiej zachowany portret Traithar. Jest to portret nieco stylizowany i trudno dopatrzyć się w mieczu, który ona trzyma cech charakterystycznych Raeravain'a. Elfickich Mistrzów pędzla nie interesował zbytnio oręż, lecz tylko sama szlachetna i piękna postać wielkiej wojowniczki elfickiej.
Na tym obrazie Traithar jest przedstawiona jako odpoczywająca po bitwie. Miecz już nie jest jej potrzebny, więc jest opuszczony. Oblicze ma przepełnione pokojem jako ktoś, kto wypełnił dobrze swój obowiązek. Jednocześnie jest ona pełna gotowości na przyjęcie nowego wezwania. Taka właśnie była Traithar - groźna w walce i łagodna, gdy walka się skończyła. Nie było też przypadkiem, że jej miecz znalazł spoczynek w Klasztorze Elfidy, w którym Traithar spędzała dużo czasu na medytacji i doskonaleniu ducha. Pozwalało to jej zachować harmonię wewnętrzną nawet w wichrze walki, wśród krwi i okrucieństwa wrogów. Jej najważniejszym celem zawsze było krzewienie sprawiedliwości i dobra. Dlatego też zawsze przyłączała się do Wielkiego Króla Ramusa, o którym będzie następne opowiadanie.
Obrazek przedstawia miecz króla, z którym on zawsze wyruszał na wojnę. Został on wykuty w czasach starożytnych i był bronią Królów Elfickich. Ramus jako Elf Lesny raczej wolał posługiwać się łukiem, ale zawsze nosił ze sobą ten miecz, który był symbolem łączności wszystkich królów Elfidy. Ten miecz nazywał się Thaian (elf. tha-ian - "pan czuwania"), albowiem magia tego miecz powodowała, że żaden wróg nie mógł zaskoczyć właściciela tego miecza.
Właściwie imię Ramusa brzmiało w języku elfickim Oroen (elf. oro-en - "kwiat jesieni"), ale mieszkańcy okolicznych państw nazywali go Ramus (łac. - "gałąż") ze względu na jego szczególne umiłowanie lasów i drzew. Bez względu na swoją pokojową naturę Ramus niejednokrotnie wyruszał ze swoim wojskiem, aby odeprzeć ataki wrogów albo też wyzwolić ludzi cierpiących z powodu tyranii okrutnych władców, którzy drżeli na dźwięk jego imienia. Prócz wielkiego zaangażowania w sprawy ówczesnego świata i przykładnego życia szczególnie przyczynił się on do zaprowadzenia zgody i pokoju. Ramus był przywódcą leśnych elfów i swoją godność zawdzięczał swojej mądrości i talentom dyplomatycznym, a także wojskowym. Z powodu tego, ze lasy, w których zamieszkiwało jego naród były położone na granicach Elfidy, Ramus był zmuszony nieustannie odpierać ataki wrogów na piękny kraj elfów.
Dlatego też elfy z miast zaprosili go, aby był także ich przywódcą, albowiem nie znalazło się nikogo, kto zgodziłby się zająć to stanowisko ze względu na wielką odpowiedzialność i olbrzymie zadania, stojące przed władcą. Ramus się zgodził nie bez wahania, ale ostatecznie przybył do Saleniralla - stolicy elfów miejskich (wysokich). Gdy został uroczyście ogłoszony władcą wszystkich elfów Elfidy, podjął się swoich niełatwych zadań, ale atmosfera miasta nie działała na niego najlepiej. Chociaż jak wszystkie inne miasta elfów Salenirall był zbudowany w lesie, Ramus tęsknił za ojczystymi lasami i wędrówkami w towarzystwie takich samych leśnych elfów jak on sam. Ostatecznie pozostawił Salenirall namiestnikowi i wyruszył w kierunku Jeziora. Tam też założył obozowisko i nazwał go Essothi (elf. ess-othi - "brama elfów"), tam bowiem zatrzymywał się w przerwach między wędrówkami, aby wysłuchiwać posłańców i decydować o sprawach państwowych.